poniedziałek, 12 stycznia 2009

Galette des Rois

Jak co roku w Nathanie obchodziliśmy święto Galette des Rois. Coś jak Trzech Króli. Francuzi, mimo że zasadniczo są ateistyczni, a przynajmniej nie obnoszą się tak z religią jak w Polsce, to chętnie obchodzą różne takie święta, zwłaszcza jeśli tradycją jest jedzenie czegoś dobrego. I tak właśnie jest na Galette des Rois. Owa galette to dość słodkie, tłuste (masa migdałowa?) ciasto. Bardzo kaloryczne.
Tak jak w ubiegłym, tak i w tym roku miałem okazję w tym uczestniczyć. Jest to również okazja do podsumowania minionego roku i przedstawienia planów na bieżący. To zrobiła Catherine Lucet, dyrektor Editions Nathan.
Osoby podpisane: Fabienne - moja obecna responsable de formation, Annie - moja ubiegłoroczna bezpośrednia szefowa i responsable artistique w departamencie Collgèes-Lycées, prawdopodobnie brunetka po jej prawej stronie to Marie-Hélène - moja ubiegłoroczna responsable de formation i na końcu Evelyn, moja obecna bezpośrednia szefowa i jednocześnie responsable artistique w departamencie Technique, Supérieur, Formation Adultes (w skrócie Technique lub TSFA).

PS Zaczynam odczuwać ograniczone możliwości mojego aparatu. Może już czas na zmianę?

czwartek, 8 stycznia 2009

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Zima stulecia w Paryżu

Niedawno całkiem śmiałem się z wyobrażeń ludzi o zimie w Paryżu. A dzisiaj musiałem to odszczekać (i zrobiłem to na Gronie). Rano wstałem do pracy i już było biało. Prószyło przez cały dzień. Oto jak wyglądał kawałek miasta, kiedy wracałem o 18.40 ze stażu.

Postój velibów niedaleko MKOL-u (skrzyżowanie bd Jourdan i av. Pierre de Coubertin).
Park Montsouris (wejście południowo-wschodnie).
Park Montsouris (niestety, kiedy wracałem był już zamknięty, więc zdjęcia robiłem przez płot).
Park Monsouris (w pobliżu stacji RER).
A to już bałwan na terenie CIUP-u. Przed Domem Holandii (którego nie widać), a w głębi Dom Kanady.

piątek, 2 stycznia 2009

Zamiast podsumowania

Świecką tradycją się stało podsumowywanie starego roku i robienie noworocznych postanowień. Nie zrobię podsumowania roku, bo jeszcze się dla mnie nie zamknął. Jak smród za gibonem ciągną się za mną zaległe sprawy. Może do chińskiego nowego roku się wygrzebię, ale też nie sądzę. Moim problemem jest brak jakiejkolwiek organizacji. Nawet złej. Byłbym przynajmniej źle zorganizowany i byłoby nad czym pracować. A tak to jestem po prostu niezorganizowany. Marnotrawię czas jak mało kto.
Podobnie ma się z postanowieniami noworocznymi. Nie ma żadnego sensu, żeby je robił, bo: a) patrz paragraf wyżej, b) nie mam silnej woli. Przez tydzień, maksymalnie dwa, trzymałbym się postanowienia, a potem i tak bym sobie odpuścił.
Beznadziejny typ ze mnie jest.
Obowiązkowo - zdjęcie z Sylwestra ;P

czwartek, 1 stycznia 2009

Sylwester

Zaczęło się około 21. Spotkałem się z Anną Marią i jej koleżankami, rozgrzaliśmy się na avenue Foche, potem poszliśmy na Trocadero. Około 23 zostawiłem je przed wieżą i chciałem wziąć metro. Okazało się, że w najbliższej okolicy wszystkie wejścia do metra są zamknięte z powodów bezpieczeństwa i musiałem poginać aż na Charles de Gaulle Etoile. Tutaj dopadłem linię 2, a potem przesiadka na Place de Clichy do linii 13. W tym właśnie metrze powitałem nowy rok. Do Marty dotarłem trochę po północy, ale zdążyłem nadrobić zaległości ;) Sylwester na plus :D

APDEJT!
Okrągło licząc, to łączny czas mojego pobytu we Francji właśnie przekroczył 24 miesiące.

poniedziałek, 29 grudnia 2008

To napisał kot

r(''ttazzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz
zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz
zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz
zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzlmlllllllllllllllllllllllllllllllll
llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll
llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll
llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll
llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll
llllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllk*****************kllllllllllllllllllllllllllllll
lllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààà
ààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààààççççççççççççççççççççççççççççç
çççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççç
ççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççççç)^==============
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
==========================================================
============================lllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll))))))))))))))
)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))ùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù
ùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùùù $uj

sobota, 27 grudnia 2008

Po świętach

Nie mam siły nic pisać. Święta upłynęły, upływają pracowicie. Próbuję nadrobić zaległości, które uzbierały się przez cały semestr i szczerze muszę przyznać, że raczej mi to nie wychodzi. Mam już ochotę sobie to wszystko odpuścić. Odwalam zadania byle jak i modlę się o 10 punktów (dolna granica zaliczenia, może jestem wypalony?). Zimowe zniechęcenie osiągnęło szczyt, a może raczej dno. Mam nadzieję, że z nowym rokiem spojrzę bardziej optymistycznie na świat, globalny kryzys mnie ominie szerokim łukiem, a ja się zmienię, tak jak to sobie obiecuję co roku - że nie będę zostawiał niczego na ostatnią chwilę. Niestety, dotychczas to życzenie i postanowienie noworoczne nic nie zmieniły.
W poniedziałek pakuję suszoną kiełbasę, papierosy i wódkę (zawsze znajdzie się ktoś chętny) i dyrdam na autobus do Francyji. A jeszcze przedtem muszę fryzjera odwiedzić (oczywiście też zostawiłem go na ostatnią chwilę).

A tu wrzucam utwór, który poznałem już dość dawno temu. Nadal jest niesamowity.



I jeszcze jedna wrzutka

Chris Rea - Looking For The Summer (1991)