Wykonane zadania:
- afisz reklamowy kolekcji Easy Readers (serie Green Apple dla collège i Reading & Training dla lycée),
- nanoszenie korekty w plikach podręcznika do hiszpańskiego Juntos,
- nanoszenie korekty w plikach podręcznika do włoskiego Azione,
- przygotowanie plików do druku w drukarni (dotychczas drukowałem tylko na kombajnie Xerox, mam nadzieje, że nie spaprałem paczek dla drukarni).
Teoretycznie zaczynam o 9h00, ale wstaję odrobinę za późno, a potem zawsze są problemy w RER-ze (trasę od Vinciennes do Châtelet pokonuje chyba w pół godziny - masakra).
O 12h30 schodzę na obiad, który trwa godzinę. Potem wracam i działam jeszcze do 18h00. Zapisuję projekty, wyłączam mac'a, porządkuję biurko, schodzę na dół, czekam na Céline (koleżanka z grupy, też ma staż w Nathanie, ale w dziale Technique) i idziemy na stację Cité Universitaire. Stąd RER-em B na Châtelet, przesiadka do A i śmigamy na wschód. Około 19h15 jestem już w akademiku. Luzik. Prawie. "Prawie robi wielką różnicę."
Dzięki temu zacząłem rozumieć francuskie wyrażenie metro-boulot-dodo (metro-robota-spanie). W moim przypadku jest to RER, czyli jeszcze gorzej niż metro, bo dalej i chyba nieprzyjemniej pachnie. Praca jak praca, czasem trochę się nudzę, to sobie w sieci siedzę. Ale cokolwiek robię, to po tylu godzinach poza domem, gdy wracam mam naprawdę ochotę tylko spać.
Biuro, w którym pracuje. Na pierwszym planie moje biurko.



